Dziś zmuszona byłam przejść przez jedno z tutejszych centrów handlowych. Byłam w środku może 5 minut. Nie wchodziłam do żadnego sklepu, nie zatrzymywałam się przy żadnej wystawie, nic! A i tak zdążyłam się wkurzyć i zmęczyć tym świątecznym halo.
Aniołki, Śnieżynki, czy inne stworki chodzą po takich centrach i sprzedają sianko na niby to cele charytatywne. Niby, bo słyszałam, że niewielka część z zebranych pieniędzy trafia faktycznie tam gdzie powinna. Ile jest w tym prawdy tego się nie dowiem, ale i tak jakiś niesmak został. Poza tym panieneczki są nachalne i upierdliwe. Krążą jak te sępy i nie ma znaczenia czy się spieszysz, czy dzieci płaczą, czy słyszałeś to już milion razy, ale one koniecznie chcą ci opowiedzieć na co zbierają pieniądze. Niestety jak ktoś pracuje w centrum handlowym (patrz ja) to przez te 3-4 tygodnie, jak one krążą i sprzedają to sianko, zdąży się wpaść na nie z 50 razy.
No ale Święta w CH to nie tylko Śnieżynki. To też absurdalnie długie kolejki. Myślę, że te wszystkie dekoracje, świąteczne piosenki itp. wprowadzają w ludzkich głowach zamęt. Człowiek myśli, że już niedługo Święta, no bo wszędzie są już dekoracje itp., więc trzeba zrobić zakupy, prezenty, kapusta na bigos, bombki... a potem się okazuje, że to dopiero Andrzejki. Więc znów kolejna tura zakupów. I tak kilka razy. No sens może jakiś to ma, bo napędza sprzedaż. Ale nim przyjdzie ten faktyczny czas Świąt, o człowiek jest już tak zmęczony, że odechciewa się mu dekorowania choinki, gotowania, pakowania prezentów. Na to ostatnie wymyślono patent - pakowanie prezentów w CH. Może i wygodne, ale ja uwielbiam pakować prezenty, wymyślać jak zawiążę kokardę, szukać jakichś fajnych bilecików do tych prezentów. No ale ludzie są wygodni. Może warto rozważyć założenie firmy ubierającej choinki w domach klientów. Myślę, że można by sporo zarobić.
Najgorsze jednak jest to, że przez ten cały marketingowy szum traci się z oczu to co ważne. Ludzie krzyczą na siebie, robią awantury o byle co, są zirytowani, nabuzowani negatywnymi emocjami. Obrywa się bogu ducha winnym kasjerom w sklepach, którzy muszą siedzieć za kasą nawet w Wigilię. A niektórzy pracują nawet w Święta. Więc jeśli nie musisz - nie idź do sklepu w Wigilię, zostań w domu w Święta, albo wyjdź na spacer z rodziną, omijaj szerokim łukiem miejsca które są w takie dni otwarte. A jeśli już musisz - to bądź miły dla osób które tam pracują. One nie mogą posiedzieć z rodziną w domu, a uwierz, że by bardzo tego chciały.
Na koniec - nie myślcie, że nienawidzę Świąt. Uwielbiam je, choć był moment, że to było zło konieczne (może kiedyś o tym opowiem).
A co by zrobiło się nieco milej - jedna z piosenek, które wywołują u mnie świąteczny nastrój, choć wcale nie jest ona świąteczna (może to te dzwonki, może to, że po raz pierwszy usłyszałam ją chyba właśnie w grudniu) - Westlife "Queen of my heart"
Podpisuję się czterema kończynami własnymi i czterema Reksia. Ostatnio niechcący utkwiłam w takiej świątecznej kolejce. Poszłam po jedną interesującą mnie rzecz, a trafiłam na andrzejkowo-mikołajkowo-wigilijny Armagedon. I dopiero wtedy dotarło do mnie, że to JUŻ się zaczęło.
OdpowiedzUsuńPrezenty również pakuję sama. Koślawo, ale za to z sercem. Raz się skusiłam na takie pakowanie w centrum handlowym i stwierdziłam, że wygląda sztucznie. :)
We mnie zaczyna budzić się agresja z tego wszystkiego.
OdpowiedzUsuńA prezenty samodzielnie zapakowane są najlepsze :)