Ostatnio jadąc pociągiem do rodzinnego domu zaczęłam myśleć o tym ile tak na dobrą sprawę mam lat i co to oznacza w ujęciu społeczno-kulturowym. Dotarło do mnie w jak niekorzystnym dla rozwoju osobistego czasie przyszło mi dorastać itd. Ostatni rocznik sprzed reformy oświaty. Trochę "olany" przez władze. Pamiętam jak rok po tym jak poszłam na studia, podania na uczelnie składały osoby i ze starą i z nową maturą. Tych ze starą było całkiem sporo, bo to byli absolwenci pięcioletnich techników, a także ci, którzy zrobili sobie rok przerwy. Nic czego nie można było przewidzieć. Ale mój ówczesny wydział w pierwszym rzucie przyjął na studia tylko tych z nową maturą. Ci ze starą nawet nie zostali wzięci pod uwagę. Dopiero kiedy ponad sto osób złożyło odwołanie, ktoś sobie przypomniał o starej maturze i te ponad sto osób przyjęto (co doprowadziło do "przeludnienia" na wydziale, ale to inna sprawa).Reasumując - w owym pociągu moje myśli potrzebowały jakiegoś ujścia, więc póki było to na świeżo - wklepałam poniższą treść do notatnika w komórce i pozwoliłam jej poczekać 1,5 miesiąca aż zdecyduję się na założenie bloga. Oto i owa notatka:
Moje pokolenie to pokolenie przejściowe. Za starzy na nowoczesność za młodzi by mówić "za naszych czasów było lepiej". Gramy na konsolach ale wydaje się, że już nie powinniśmy udawać młodszych niż jesteśmy. Wiemy co to Instagram i Twitter ale nikt z moich rówieśników, których znam, nie korzysta z tych portali, a w każdym razie nikt się mi do tego nie przyznał. Nasza znajomość mediów społecznościowych kończy się na Facebooku. 31-latka grająca w Pokemony budzi rozbawienie. Ale lgniemy do tych nowinek. My tego nie mieliśmy.
Urodziliśmy się za późno by robić za bohaterów, a za wcześnie by czuć się obywatelami nowoczesności. Patrzymy przez pryzmat co wypada, a co nie mając 30 kilka lat. W tym wieku nasi rodzice mieli już domy, dzieci chodzące do szkoły, byli poważnymi ludźmi. Trzydziestka to nowa dwudziestka, podobno, a jednak daleko nam do wolności współczesnych dwudziestolatków.
Pracuję z młodymi ludźmi i to fascynujące, obserwowanie ich, tego jak żyją, jak rozmawiają, jak się ubierają. Niby przejmują się zdaniem innych, ale jednak mają to gdzieś. Bawią mnie te wszystkie zestawienia typu "Jeśli to pamiętasz, to miałeś zaj...ste dzieciństwo". Szczerze mówiąc, wolałabym być dzieckiem teraz, niż w latach osiemdziesiątych.
To nie o nas mówili "stracone pokolenie" ale czasem się tak czuję. Wychowaliśmy się w innych czasach niż te w których jesteśmy dorośli. Uczono nas rozsądku i logiki w podejmowaniu decyzji. Zabito w nas spontaniczność. Wymusza się na nas działanie przeciwne do tego wyuczonego. Nasi rodzice żyli i pracowali w jednym miejscu całe życie. To widzieliśmy i tego chcieliśmy. Wymyślaliśmy jeden zawód na całe życie. A teraz słyszymy ze najlepiej zmieniać prace średnio co 5 lat. Jestem drugie tyle po czasie... 10 lat pracy, jakaś tam forma kariery zawodowej, awanse, podwyżki a nadal mieszkam na stancji. Nie stać mnie na kredyt. Stres mnie wykańcza ale i tak pracuje w tym samym miejscu bo lęk przed zmianą jest zbyt duży. Myślę sobie, że lepsze znajome piekło niż obce niebo...
0 komentarze:
Prześlij komentarz