poniedziałek, 12 grudnia 2016

Hymn mojej duszy

0

Czujesz czasem muzykę całym ciałem? Tak jakby każda komórka twojego ciała drżała w rytm muzyki. Jakby poza tobą i muzyką nie istniało nic więcej. Jakby muzyka była tlenem, siłą napędową dla ciebie i dla całego świata...
Uwielbiam to uczucie. Tylko ja i muzyka, słowa, rytm. Nic więcej nie istnieje. To jak modlitwa, jak wyznanie, jak krzyk i szept jednocześnie...
Są takie utwory które człowieka potrafią rozśmieszyć, są takie które wzruszają. Niektóre wydają się być napisane właśnie o tobie.
Ze wszystkich zmysłów najbardziej brakowałoby mi chyba słuchu. Muzyka przynosi mi spokój, jest jak medytacja. Jest też inspiracją.
Moje opowiadania itp. wszystkie powstają przy muzyce. Słuchając muzyki wymyślam nowe historie. Najczęściej sięgam wówczas po muzykę filmową lub zwiastunową (najbardziej pobudzają moją wyobraźnię, jednocześnie nie rozpraszając mnie tekstem piosenki). Uwielbiam utwory z udziałem orkiestr czy chórów. Ubóstwiam brzmienie instrumentów smyczkowych.
Zamykam oczy i pozwalam swoim myślom biec. Spuszczam wyobraźnię ze smyczy. W mojej głowie powstają moje własne wersje teledysków, lub zupełnie nowe przygody moich bohaterów, światy, istoty, wszystko co tylko wyobraźnia może stworzyć. Ciekawe czy kiedyś ktoś zbuduje projektor myśli...

Lubię czasem wrócić do utworów których nie słuchałam od kilku lat - okazuje się, że doskonale je pamiętam, a jednocześnie odkrywam je na nowo.
Nie ma jednego gatunku, nie ma jednego zespołu, nie ma też jednej piosenki, które bym mogła wskazać jako te ulubione. To się zmienia w zależności od nastroju, od etapu w życiu. Ale są takie utwory na które reaguję zawsze tak samo. Jednym z nich jest "My Immortal" grupy Evanescence (na niej zawsze mam łzy w oczach). Moją inspiracyjną piosenką stało się ostatnio "Fight Song" Rachel Platten. Całkiem niedawno znalazłam też piosenkę trochę o sobie - "Dear No One" Tori Kelly. Utworów które mogę słuchać w nieskończoność jest wiele. Pewnie nawet z miejsca nie umiałabym ich wymienić. Niektóre są ze mną cały czas, inne wracają do mnie, albo może to ja wracam do nich. Nawet podczas pisania tego wpisu wróciłam do kilku utworów których od jakiegoś czasu nie słuchałam. Może to co piszę zainspiruje kogoś to "odgrzebania" czegoś, czego dawno nie słuchał.

Ale jak to się stało, że postanowiłam napisać o muzyce? Kilka dni temu po raz pierwszy posłuchałam utworu "Hope is the Anthem" zespołu Switchfoot. Szczerze polecam wszystkie płyty tegoż zespołu. "Odkryłam" ich przy okazji filmu "Szkoła uczuć", gdzie można posłuchać kilku ich kawałków. Od tamtej pory wracam do ich twórczości falowo, ale nigdy się nie zawiodłam. I te kilka dni temu nie mogąc zasnąć wpisałam w wyszukiwarkę youtube'a Switchfoot (właściwie nie miałam okazji posłuchać ich nowej płyty poza piosenką promującą płytę) i tak oto trafiłam na "Hope is the Anthem". I znów poczułam, że muzyka mną zawładnęła. To stało się inspiracją do tego (może trochę chaotycznego) wpisu.
Bicie mojego serca, mój tlen. Mój sztandar, mój dom. Moja przyszłość, moja piosenka. Twoja nadzieja jest hymnem mojej duszy.

Poniżej sprawca całego zamieszania. Polecam posłuchać na słuchawkach (dobre słuchawki to moim zdaniem podstawa).

0 komentarze:

Prześlij komentarz